10 km na DOZ Maratonie Łódzkim

19 kwietnia 2016
10 km na DOZ Maratonie Łódzkim

Maraton Łódzki Dbam o Zdrowie to zazwyczaj impreza, rozpoczynająca dla mnie sezon biegowy. Przygotowywałam się psychicznie do niego jakiś tydzień. Zawsze się stresuję przed zawodami. Niby już tyle razy przebiegłam te dychę, ale mała niepewność zawsze rodzi się w mojej głowie.

Muszę pochwalić tutaj marketing DOZ, który w porównaniu z innymi latami naprawdę się poprawił. Byłam pod dużym wrażeniem, bo opisy trasy, stref kibicowania, ciekawych miejsc w Łodzi i całej otoczki biegu dorównywały Orlenowi. Brawo! Już od piątku odbywały się w Atlas Arenie tagi, na które wybrałam się po pracy. Wiedziałam, że nie przejdę obojętnie obok biegowych gadżetów:) W tym roku do mojej kolekcji dołączyły opaski kompresyjne Compressport, które kupiłam na stoisku Sklepu Trucht i małą piłeczkę do masażu Blackroll. Jeśli chodzi o pakiet startowy, to była w nim bardzo ładna koszulka techniczna, milion ulotek, suplementy, witaminy, żelik Ale i przewodnik po biegu.

Tak jak co roku, chciałam nie tylko pobiec, ale wesprzeć tym sposobem akcje charytatywną. Wybrałam Drużynę Udaru Mózgu. Uważam, że warto wykorzystać swój start, by pomóc innym. Ten temat jest mi bardzo bliski, więc łączę się całym sercem z tą fundacją.

dbam o zdrowie

Oczywiście, jak zawsze przed biegiem wpychałam w siebie makaron i piłam dużo wody. Na treningach biegałam na około 6-7 km, bo przecież spokojnie dam radę. Na parę dni przed biegiem złapał mnie dziwny ból w kolanie. W środku i po prawej stronie. Czułam jakby kości ocierały się o siebie, powodując dyskomfort. Prawdopodobnie stało się to na zajęciach tanecznych, podczas rozciągania. Na szczęście moja kochana fizjoterapeutka Asia obkleiła mnie taśmami i to musiało dać radę! W niedziele na terenie Atlas Areny byłam o 8. Wraz ze znajomymi przeszliśmy się wokół hali, krótka rozgrzewka i czas udać się na start. Niestety nie było ze mną wielu „moich” kibiców. Tylko Madzia mogła przyjść i robić zdjęcia, za co jej bardzo dziękuję:)

dbam o zdrowie

Wejście do stref czasowych, chociaż fajnie pomyślane, stanowiło nie lada wyzwanie. Jak dla mnie były źle oznaczone strefy, nie wiadomo gdzie się kończą. To jak dla mnie duży minus, bo przez to panowało małe zamieszanie. Poza tym podobał mi się pomysł, że maraton rusza w jedną stronę, a 10 km w drugą, bo mogliśmy ich zagrzać do walki i przybić piątkę!

3, 2, 1 … Startujemy! Trasa dychy nie była tak malownicza, jak ta maratonu, ale biegło się dobrze. Na 3 km rozczulił mnie wielki transparent „Jeszcze tylko…7 km!”. Do 5 czy 6 kilometra szło mi bardzo ładnie, przez myśl przeszła mi nawet życiówka. Niestety potem coś poszło nie tak, rosnąca temperatura zmieniła moje plany i nie tylko zwolniłam, ale przeszłam do marszu. Po 6 km czekała nas górka, która sprawiła, że opadłam z sił. Postanowiłam zjeść żelik. Na 10 km biegu praktycznie nigdy go nie jem, ale tym razem to okazał się mój ratunek! Trasa DOZ była bardzo … górzysta! Raz pod górkę, raz z górki. Makabra. Przynajmniej moje nogi tak to odczuwały. Na 8 km minęli mnie biegacze. Jeden był na wózku, opasany linką, drugi biegacz nie miał rąk i ciągnął kolegę ciałem. Wtedy pomyślałam, że „Paulina, ty narzekasz? Zobacz na nich, dają radę!”. To mnie maksymalnie zmotywowało!

bieganie

Na ostatnim kilometrze nie pamiętam zbyt dobrze. Byłam bardzo zmęczona i czułam każdy mięsień na nodze. Paliły mnie stopy oraz uda. Na szczęście do Altas Areny było bardzo blisko. Słyszałam już bębny. Na ostatnich 400 metrach zaczęły mi drętwieć nogi. Uznałam, że trzeba szybko to skończyć, bo jeszcze się przewrócę:) Niestety wynik był słaby, ale nie o to tu chodziło:) Cieszyłam się, że dałam radę i napawałam się najbardziej widowiskową metą na jaką wbiegałam. Światła, dym, lasery i wiwaty! Kocham DOZ za to i każdemu radzę tu pobiec, nawet dla samego uczucia na finiszu:)

bieganie

Mimo wszystko uznaję cały bieg za bardzo udany. Wyciągnęłam wnioski i będę pracować nad siłą nóg. Mimo niedzielnego rozciągania i rollowania, w poniedziałek nie mogłam praktycznie chodzić. Dziś już jest lepiej:) Nawet nie chcę wiedzieć, jak się miały nogi maratończyków.

Dziękuję wszystkim za kibicowanie, hasła typu „Ból jest przejściowy – Chwała trwa wiecznie”, potrafią mobilizować:), wodę oraz fotki (chociaż na większości mam wyraz twarzy, jakbym miała zaraz upaść). Bardzo podobał mi się pomysł, że punkty kibicowania nawiązywały do filmów kręconych w Łodzi. Super sprawa!

bieganie doz

 

Po biegu dostaliśmy wodę, banany i pomarańczę. Bardzo dobry pomysł, bo jestem strasznym Głodomorem 🙂 W tłumie znalazłam Magdę i poszłyśmy na 34 km kibicować maratończykom. Kibicowanie uznaję za tak samo emocjonujące, jak bieganie. Czas płynie zupełnie inaczej. Ze stresem w oczach wypatrywałyśmy znajomych, wpatrując się w zegarek (Janek i Miłosz brawooooo). Na takim dystansie nigdy nic nie wiadomo. Na szczęście wszystkim udało się ukończyć ten morderczy bieg. Palące słońce i wilgotność powietrza nie pomagały biegaczom. Każdy przygotowany był raczej na deszcz. Widać pogoda lubi płatać figle:) Teraz trochę informacji organizacyjnych:

Wyniki DOZ Maratonu Łódź z PZU
Mężczyźni:
1 MISGANAW ABRAW (Etiopia) 02:13:24
2 ROGERS KIPCHIRCHIR MELLY (Kenia) 02:13:45
3 KIPKEMEI MUTAI (Kenia) 02:14:15
4 MULETA GEZAHEGN (Etiopia) 02:15:22
5 MATEBOR ALBERT KIPLAGAT (Kenia) 02:15:30
Kobiety:
1 MUTGAA RACHEAL JEMUTAI (Kenia) 02:31:41
2 MIERZEJEWSKA AGNIESZKA (Polska) 02:32:04
3 IVANOVA NASTASSIA (Białoruś) 02:34:47
4 GOMEZ ZOILA (USA) 02:41:12
5 MEGERSA GADISE FITA (Etiopia) 02:44:25
Wyniki ALE 10k run
Mężczyźni
1 PIETRZYK KRZYSZTOF 00:33:54
2 JUSZCZAK TOMASZ 00:34:07
3 WOJNICKI ŁUKASZ 00:34:12
Kobiety
1 JARZYŃSKA KAROLINA 00:35:05
2 WÓJCIK-WICKA WERONIKA 00:39:51
3 GWÓŹDŹ EWA 00:40:23

Do zobaczenia za rok!

Zdjęcia: https://www.facebook.com/lodzmaraton

 

2 Responses to 10 km na DOZ Maratonie Łódzkim