14. Bieg ulicą Piotrkowską

14. Bieg ulicą Piotrkowską

Nie będę ukrywać, że Bieg ulicą Piotrkowską to mój ulubiony bieg w Łodzi. Dlaczego? W tym mieście jest wiele startów, ale ten zdecydowanie ma w sobie coś wyjątkowego. Co roku z niecierpliwością czekam na koniec maja, aby zmierzyć się z najdłuższą ulicą handlową w Europie.

 

andels-hotel-lodz-

Od startu minął tydzień, emocje już opadły, chociaż to był wyjątkowy bieg, ponieważ dwie moje koleżanki z tanecznej grupy miały tu swój debiut. Zacznijmy, jednak od początku. Miejscem odbioru pakietu startowego był Hotel Andels. Nie będę ukrywać, pierwszy raz miałam okazję wejść do środka. Muszę przyznać, że jest zachwycający nie tylko z zewnątrz, ale i w środku. Wolontariusze byli bardzo dobrze zorganizowani, więc odbiór przebiegł bardzo sprawnie.  W tym roku zaskoczyło mnie jego bogactwo, bo dosłownie nie mogłam go unieść. A co było w środku? 2 x napój, wielofunkcyjna opaska, koszulka, nr startowy, zniżki i parę innych upominków od sponsorów. Moje ulubione rzeczy to zdecydowanie spray do ewentualnych kontuzji (jaki mają piłkarze) oraz butelka filtrująca wodę.

Bieg ulicą Piotrkowską ma dość dziwną (dla niektórych) godzinę startu – 19.00. Dla mnie to idealna pora. Zazwyczaj biegam po pracy, czyli około 18 czy 19, dlatego mój organizm jest przyzwyczajony do wysiłku późnym popołudniem. W sobotę, wyspałam się pierwszy raz od dłuższego czasu. Spokojnie zjadłam ukochaną jaglankę z bananem i miałam dużo czasu, by przemyśleć strój na start. Na dworze panował od rana ogromny ukrop. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Od dłuższego czasu obserwowałam trasę (pracuję na około 5/6 km trasy). Idąc tamtędy codziennie, mogłam opracować plan swojej życiówki, która jak myślałam była w zasięgu ręki.

bieganie

Około 17 poszłam z moim najwierniejszym fanem – mamą – na metę posłuchać koncertu Meza, który porwał tłumy. Teraz liczył się tylko Sport Muzyka i Motywacja! Po chwili spotkałam się z Asią (moją taneczną siostrą), startującą w „Podwińcie Rękawy”, czyli 1,5km. To jej pierwszy start biegowy. Strasznie się stresowała, więc kibicowałam jak mogłam najgłośniej:)

bieg ulicą Piotrkowską

Około 18.40 zaczęłam poszukiwać startu. Przyznaję, że nie sprawdziłam dokładnie, gdzie jest ulokowany. Odnalezienie i wejście do swojej strefy zajęło mi strasznie dużo czasu. Ustawiłam się na 55 minut, mając cały czas w głowie życiówkę …3, 2, 1… START!

bieg ulicą piotrkowską Sportowe Głodomory

Trasa biegu była bardzo malownicza, co rekompensowało nam tę straszną duchotę panującą wokoło. Remont ulic się zakończył, więc mogliśmy w końcu Piotrkowską pokonać praktycznie w całości. Najpierw biegliśmy wokół Parku Śledzia przy Placu Kościelnym, prosto do Manufaktury. Tutaj doping chyba był największy. Dalsza część trasy była bardzo komfortowa i szybka. Pokonaliśmy ul. Kościuszki do Przystanku Centrum, zwanym Stajnią Jednorożców. Kiedy skręciliśmy na „niedeptakową” Piotrkowską marzyłam już tylko, by napić się wody. Niby miałam swoją butelkę w ręku, ale przy 26 stopniach, chyba zaczęła się gotować :)

W oddali widziałam Katedrę Łódzką, a tu ulokowany był punkt żywieniowy. Ta część trasy była „z górki”, więc starałam się nadgonić. Biegłam dość szybko, jak na mnie, za szybko. Niestety, po chwili na wodopój patrzyłam z niedowierzaniem. Stały Panie, które rozdawały kubki do…kranu. Ja wiem, że „Łódzka Woda Najlepsza”, ale w biegowym amoku nie wierzyłam w to, co widzę. Na szczęście jakiś wolontariusz poinformował nas, że punkt żywieniowy rozłożony jest praktycznie na 0.5 km, więc stoliki z kubkami stały normalnie. Takie rozłożenie spowodowało lekki chaos. To jedyny minus jaki zauważyłam, podczas tego biegu. Mam nadzieję, że organizatorzy zrezygnują z tego pomysłu.

bieganie Piotrkowska

Do 7 kilometra szło mi się bardzo dobrze. Niestety kryzys pojawił się, kiedy wbiegaliśmy na bardziej turystyczną część Piotrkowskiej. Ogromna duchota (prawie się udusiłam!), wysoka temperatura i lekki, ale długi podbieg dawały w kość. W głowie dzieliłam trasę. Jeszcze trochę do OFF Piotrkowska, gdzie czekała na mnie Magda (dzięki za wspólne 500 metrów). Jeszcze trochę do moich ulubionych lodów na Traugutta itp. Na kolejnym kilometrze już wszystko mnie bolało, więc próbowałam odwrócić swoją uwagę przysłuchując się pewnej parze, która motywowała się słowami „możesz to zrobić!”, „dasz radę to zrobić”. Pan instruował swoją biegową partnerkę w sposobie stawiania kroków i oddechu, co wydawało mi się trochę zabawne, bo ona nie była chyba w stanie nic odpowiedzieć. Tak minął mi 8 km. Teraz już było z górki. Wyrzuciłam wodę, która teraz ważyła, jak dla mnie z 50 kg i pognałam do mety!

bieganie Sportowe Głodomory

Ostatni kilometr to było parcie ile sił w nogach. Na metę wbiegłam o 1:04 (lepiej niż na DOZ), chociaż garmin pikał 10 km wcześniej niż był finisz. Z jednej strony ucieszyłam się, że to już koniec, pójdę do domu, zjem coś i się położę, z drugiej został niedosyt, bo życiówka chodź w zasięgu ręki, okazała się nadal niedościgniona. Po biegu byłam strasznie zmęczona, co widać na zdjęciach. Po raz kolejny przekonałam się, że do półmaratonu czeka mnie dużo pracy. Co potem? Oczywiście kilka pamiątkowych fotek z medalem, izotonik w dłoń i do samochodu. Co ciekawe, z łatwością wyjechaliśmy z Manufaktury i chyba w 20 min wróciłam do Justynowa.

bieg Piotrkowska 2016

Na koniec chcę podziękować :

  • kibicom za wspaniałą atmosferę i doping na trasie
  • mamie i Asi, które dzielnie na mnie czekały na mecie
  • Wszystkim, trzymającym kciuki oraz dzwoniącym z obawy, że temperatura mnie pokonała:)
  • Milenie, która walecznie pokonała swoje pierwsze 10 km i nie zwątpiła!
  • Marcinowi, proponującemu, że może mnie przetransportować na start:)
  • Organizatorom oraz wolontariuszom za przygotowanie wspaniałego biegu.

Jesteście wielcy! Z pewnością do zobaczenia za rok!

 

Zdjęcia: http://www.biegpiotrkowska.pl/