Wings For Life, czyli świat ucieka przed metą!

Wings For Life, czyli świat ucieka przed metą!

W niedzielę odbył się bieg charytatywny Wings For Life. To już czwarta edycja tej niezwykłej imprezy. Startowałam w Poznaniu po raz trzeci, a razem ze mną ponad 6000 biegaczy! W tym roku założenie było jedno – przebiec więcej niż edycję wcześniej. Czy mi się udało? Co tak naprawdę działo się na poznańskiej Malcie!

O co chodzi w tym Wings For Life?

Hasłem przewodnim tego biegu jest „Biegniemy dla tych, którzy nie mogą”. To bardzo szczytny cel, który motywuje do udziału wielu zawodowych biegaczy, amatorów, osoby na wózkach czy o kulach. Na starcie wszyscy jesteśmy równi i  walczymy o te same wartości. Wings for Life World Run to wyjątkowy, jedyny globalny bieg, w którym meta goni zawodników. Ta innowacyjna formuła zawodów sprawia, że wiele osób chce spróbować się zmierzyć z samochodem pościgowym, który w Polsce prowadzi Adam Małysz. Dlaczego globalny? Odbywa się on w 24 lokalizacjach na świecie i rozpoczyna dokładnie o tej samej godzinie (W Polsce o 13). Najważniejsze jest to, że 100% wpłat z rejestracji zawodników kierowanych jest na badania nad rdzeniem kręgowym.

wings for life world run

Sobota w Poznaniu – odbiór pakietu na Wings For Life

Do Poznania przyjechałam  z koleżanką, dla której Wings był debiutem biegowego świata. Nie dziwiłam się jej ekscytacji i stresu, bo przecież samej przewraca się żołądek, co stoję na starcie – niezależnie od dystansu. Do Poznania przyjechałyśmy w sobotę. Okazało się, że przez cały dzień była brzydka pogoda, kropiło i wiało. Ogólnie nieciekawie. Po odmeldowaniu się w hostelu Dobranoc (który polecam, bo jak na hostel to naprawdę fajny), wybrałyśmy się po pakiet startowy. Po drodze dostałam chyba jakiegoś zaćmienia i mimo, że byłam w Poznaniu dwa razy, nie potrafiłam bez korzystania z GPSu trafić na start:) Poza tym nie mogłyśmy znaleźć biletomatu, więc szłyśmy ponad godzinę na Maltę ze Starego Miasta.

wings for life 2017Mimo, że bilet na ten bieg nie należy do tanich (120zł), przy odbieraniu pakietów był prawdziwy tłum ludzi. Ku naszemu zaskoczeniu wolontariusze dali radę i wszystko odbyło się sprawnie oraz szybko. W pakiecie była koszulka w odblaskowym kolorze, która bardzo mi się podoba, bo w końcu wzięłam dobry rozmiar, magazyn red bulla, ulotki, red bull limonkowy i bon na obiad po biegu. Po agrafki musiałam się wrócić w panice następnego dnia, bo zorientowałam się, że nie było ich w pakiecie.  Później kilka fotek przy starcie oraz trasie biegu i ruszyłyśmy zwiedzać Stare Miasto.

wings for life 2017

Pochmurny i deszczowy Wings 2017

W niedzielę pogoda nie rozpieszczała. Miało padać i wiać. Ja kompletnie nie przewidziałam takiej pogody. Uznałam, że skoro przez dwie wcześniejsze edycje była piękna pogoda, to teraz też na pewno będzie. Otóż….nie 🙂 Pozostawało zaklinanie pogody, żeby przypadkiem nie padał deszcz. O 11.30 spotkaliśmy się z drużynami Joanny Jóźwik i Beaty Sadowskiej. Wtedy też spotkałam kilku znajomych biegaczy. Kilka fotek i lecimy oddać kurtki.

Tegoroczny Wings for Life był pełen debiutów, bo po raz pierwszy oddałam coś do depozytu. Niestety musiałyśmy czekać w niebotycznej kolejce. O 12.15 ustawiłyśmy się w swoich strefach czasowych – ja w 3, Asia w 4. Przyznam szczerze, że było mi tak zimno, że już tylko odliczałam minuty do startu. Uznałam też, że w tłumie będzie cieplej, więc po kryjomu wtulałam się w ludzi, co mogło dość dziwnie wyglądać.

wings for life 2017

Wybiła 13.00! Cały świat ruszył z nami. Na początku wiadomo, ogromny ścisk, chaos, pomieszały się strefy czasowe, ludzie się przepychają. Na około 2 kilometrze zaczęło się robić luźniej. Przez pierwsze kilometry miałam jedną myśl…czy jak będzie wc to: czy marnować czas i wstąpić na chwilkę, czy poczekać, aż minie mnie Małysz. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Wszystko przez butelkę wody, którą wypiłam przed startem. W okolicach 5km zapomniałam o tym zupełnie i starałam się obierać punkty orientacyjne (tak też poradziłam Asi). Na pierwszym punkcie żywieniowym „napchałam” się czekolady, którą popiłam izotonikiem. To dało mi power na kolejne kilometry.

18278949_1972247286332364_4900444599948793820_o

W głowie mówiłam sobie, żeby chociaż do 7km, potem 8km, jak już tak daleko jestem to do pełnej dychy. Kiedy zobaczyłam 10 chorągiewkę ucieszyłam się, bo to był już niecały kilometr więcej niż rok temu. Byłam zmęczona, odwróciłam się, a samochód nie jechał. Przeszłam, więc do marszu, jednak motywujące hasło słyszane od kibiców „Głodomory … co to ma być! Biegniemy!Dawaj!” zmobilizowały mnie do dalszej walki. Kątem oka widziałam punkt żywieniowy na 11km.

wings for life 2017

Nagle słyszymy poruszenie….JEDZIE, JEDZIE MAŁYSZ!!! Wszyscy rzucili się do ucieczki. Samochód RedBulla dopadł mnie na 10,5km.  Co ciekawe, garmin pokazał mi mały rekord na 10 km (biegłam o 2 min szybciej niż na DOZ). Największym szokiem jest debiut Asi, która zakładała pobiec 3km, a wyszło prawie 9!!! Nasze błogie zadowolenie nie mogło trwać długo, bo musiałyśmy szybko się odnaleźć, odebrać depozyt, pobiec na kolejkę Maltankę i kupić rogale, by na 17 być już w Polskim Busie. Resztę startujących obserwowałyśmy na telefonie w podróży do Łodzi. Wniosek…. albo bus jest za wcześnie, albo za rok jedziemy autem:)

Podsumowanie

Gratulacje dla wszystkich, którzy brali udział w tym wydarzeniu. Wielki szacunek dla zwycięzców w Polsce i na świecie. Jesteście niesamowici! Kiedy uświadomimy sobie, że to normalni ludzie, mający pracę na etat, dzieci, psy, koty, a mimo to osiągają takie sukcesy to szczęka opada. Podsumowując, Wings For Life, to nie można zapomnieć o celu tej imprezy. Zarobiliśmy dla organizacji około 6,8 mln euro na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym.

Super sprawa. Zdecydowanie do zobaczenia za rok!