15. Bieg ulicą Piotrkowską

3 czerwca 2017
15. Bieg ulicą Piotrkowską

Bieg ulicą Piotrkowską to moje ulubione łódzkie zawody. Dlatego, że start jest zazwyczaj około 19, czyli moja pora na trening, a poza tym trasa przedstawia najpiękniejsze zakątki najdłuższej ulicy handlowej w Europie, czyli Piotrkowskiej. W tym roku frekwencja zadziwiła samych organizatorów, bo uczestniczyło nas około 5000 zawodników, a pakiet startowy uginał się od fantastycznych prezentów. Czy było ciężko? Jak oceniam trasę i dlaczego tak lubię ten bieg?

Zawsze z niecierpliwością czekam na majowy Bieg Piotrkowską. Zazwyczaj udaje mi się zrobić życiówkę lub chociaż wykręcić dobry wynik. W tym roku, powiem szczerze, byłam bardzo zmęczona letnimi startami. Natłok obowiązków, upał, cotygodniowe starty oraz mecze Wilków Łódzkich, na których kibicowałam, trochę dały mi w kość. Dlatego już od rana nie miałam ochoty na ściganie. Uznałam, że tym razem przebiegnę tę trasę dla widoków, kibiców i zabawy.

W piątek odebrałam pakiet startowy, który był niesamowicie bogaty: super różowa koszulka, izotonik, dwa batoniki, ulotki (zniżki na jedzenie i do fizjo), perfumy (pełen flakon), dwie żyletki, nr startowy, butelka z filtrem i  kilka innych drobiazgów.

bieg ulicą piiotrkowską

Start zaplanowany był na godzinę 19. Zawsze mnie cieszą takie biegi, bo mój organizm przyzwyczajony jest do treningu o tej porze. Niestety na własnej skórze poczułam co to znaczy „zamknięcie trasy”, bo wyjechaliśmy za późno z domu i można powiedzieć, że na start stawiłam się „na styk”.

W tym roku wszystkie strefy czasowe były rozstawione przy Parku Staromiejskim. Wydaje mi się, że to jest lepsze rozwiązanie niż wcześniej, bo drzewa dawały duży cień, a przy tak wysokiej temperaturze, jaka była w sobotę, to było wybawienie. Idąc na start spotkałam wielu znajomych biegaczy. Niektórzy są z innych miast i nie zawsze mamy okazję porozmawiać. Nagle słyszę odliczanie 3,2,1… LECIMY! Może nie do końca, ponieważ będąc w czwartej strefie czekałam dobrych 5 minut, aż ruszymy. Pierwszy kilometr był bardzo pod górkę, co widocznie mnie tak zamroczyło na tyle, że nie zorientowałam się, że trzeba włączyć mojego garmina. Trasa była troszkę inna niż rok temu, według mnie lepiej przemyślana i szybsza, pozbawiona wielu zakrętów.

bieg ulicą piotrkowską

Po starcie okrążaliśmy Manufakturę i wybiegliśmy prosto na ul. Kościuszki, a następnie Piotrkowską. W głowie założyłam sobie, że pierwsza część (do punktu żywieniowego) jest praktycznie z górki, więc będę biegła ile tylko mogę, a resztę potuptam wolniej. Przecież biegnę dla zabawy. Muszę przyznać, że ku mojemu zaskoczeniu drugą część pokonałam o wiele szybciej niż pierwszą. Nie odczułam, tak jak wcześniej myślałam, tego dłuuugiego, ale delikatnego podbiegu.

Jeśli chodzi o trasę to przyznam się, że podsłuchiwałam rozmowę dwóch mężczyzn, którzy (wnioskuję nie byli z Łodzi) byli pozytywnie zaskoczeni widokami w mieście. Wspólnie uznali: „Fajnie, że można coś tak fajnego na trasie zobaczyć”. Według mnie, największe wrażenie na zawodnikach zrobiła tak zwana Stajnia Jednorożców, czyli Przystanek Centrum oraz kamienice na Piotrkowskiej. Nie mogłam doczekać się polania wodą. Niestety wolontariusze w pierwszym punkcie żywnościowym trochę nie ogarniali tempa i nie zdążyłam się napić, tylko pognałam dalej.  W ręku miałam małą butelkę, ale zawartość przypominała bardziej przegotowaną herbatę, więc byłam zmuszona ją wyrzucić.

przystanek centrum lodz

Kiedy wbiegaliśmy na turystyczną część najpiękniejszej ulicy w Łodzi uśmiech sam malował się na twarzy, bo czekały na nas kurtyny wodne, które zdecydowanie przydały się tego upalnego dnia. Na 8 km dostaliśmy drugi raz wodę. Napiłam się małymi łyczkami i pobiegłam ile sił w nogach, bo to przecież tylko 2km. Kibice na trasie zdecydowanie dodawali sił, a ludzie w ogródkach klaskali nam jak na Olimpiadzie!

Na Placu Wolności zawsze skręcaliśmy w lewo i tam zaczynały się zakręty. Jednak w tym roku organizatorzy zdecydowali się na prosty, szybki finisz. Tu oczywiście wychodzi na jaw, że nie przeanalizowałam w ogóle trasy…

Kiedy zobaczyłam metę wstąpiły we mnie niesamowite siły. Nigdy nie mogę tego zrozumieć, że nie wiem jakbyś umierał…. finisz zazwyczaj wygląda, jakbyś się nie zmęczył.

bieg piotrkowską lodz 2017

Po przekroczeniu mety emocje zawsze puszczają. Jakby ktoś odciął nam kontrolki, a wraz z wyłączeniem zegarka, odcinało się paliwo! Byłam też zaskoczona, że mimo tak dużej ilości osób – organizacja, rozdawanie medali czy izotoników przebiegła naprawdę sprawnie. Na mecie czekała na mnie mama i Michał, którym dziękuję za doping, bo to moi najwięksi kibice. Niestety byłam też świadkiem kilku omdleń przy mecie. Naprawdę ludzie… nawołuję o rozsądek. Życiówki, życiówkami, ale zdrowie jest najważniejsze i nie warto poświęcaj go dla wyniku na Endomondo.

bieg piotrkowską 2017

Jak podsumowuję Bieg Piotrkowską?

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona całym wydarzeniem. Oczywiście zawsze można znaleźć plusy i minusy, jednak myślę, że z roku na rok jest coraz lepiej, a bieg zyskuje zainteresowanie wśród zawodników. To bardzo ważna część moich letnich startów od chyba 4 lat i ogromna promocja miasta. Żałuję tylko, że nie miałam okazji pogratulować Dominice Stalmach zwycięstwa w Wingsie (była jedną z uczestniczek biegu na Piotrkowskiej)!

Plusy:

  • godzina startu
  • ciekawa i szybka trasa
  • kurtyny wodne
  • pakiet startowy

Minusy:

  • punkt z wodą na 5,8km
  • przebiegający osoby przez biegaczy

Na zakończenie muszę przyznać, że bieganie bez spiny jest o wiele przyjemniejsze niż te na czas. Nie stresowałam się przed startem, podziwiałam widoki, rzadko patrzyłam na zegarek, a ten luz dał mi prawie życiówkę. Polecam wszystkim biegaczom od czasu do czasu pobiec na trochę większym luzie!

Strona biegu: http://www.biegpiotrkowska.pl/.