I jak tu nie kupić książek Beaty Sadowskiej?

I jak tu nie kupić książek Beaty Sadowskiej?

Na początek zajmijmy się pierwszą książką Beaty Sadowskiej „I jak tu nie biegać!”. Czytałam ją jakiś czas temu, ale nadal lubię do niej wracać. To niesamowicie motywująca lektura, pochłonięta jednym tchem. Po prostu nie można się oderwać. Każdy początkujący biegacz powinien ją przeczytać. Beata pokazuje, że do aktywności nie potrzeba super drogich sprzętów czy ultramagicznych koszulek. Wystarczy pasja. Wiele osób tłumaczy, że dużo pracuje, nie ma czasu na trening. To tylko wymówki. Jeśli nie masz czasu wieczorem, biegaj rano. Biegacze sprzeczają się, która pora dnia jest lepsza. Odpowiedź? Nie ma, samemu trzeba się przekonać!

Czym różni się ta książka od miliona innych? Autorka swoimi oczami przedstawia bieganie, jako niezwykłe, wręcz, duchowe przeżycie. Nogi same niosą ją przez góry, plaże i zatłoczone miasta. Kiedy wyjeżdża, trucht jest najlepszym sposobem na zwiedzanie niedostępnych dla turystów miejsc.  Do opisów dodaje osobiste fotografie umożliwiają śledzenie tych biegowych przygód. Dzięki temu możemy poczuć się częścią jej życia. Przeżywamy razem biegowe emocje, starty i zmęczenie.

bieganie

W książce możemy zobaczyć maraton oczami uczestniczki, która cieszy się, ale i walczy, z samą sobą, własnymi słabościami.  Czujemy każdy kilometr, upał i euforię. Cieszy mnie, że autorka się nie ściga z innymi. Pokonuje tylko siebie. Czerpie radość z samego startu i przekazywanej przez kibiców mocy. Czytając te „startowe” fragmenty widziałam siebie. Zawsze odliczam „jeszcze tylko…” i będzie meta. Potem następuje euforia. Zapominam, jak było ciężko.  Wiadomo, że każdy bieg jest inny, tak jak nasze nastawienie, kondycja i możliwości.

„I jak tu nie biegać” przełamuje, także stereotyp zarobionych po łokcie kobiet, które nie mają czasu, by o siebie zadbać. Sadowska jest pracującą matką, która zawsze znajdzie chwilkę, by oddać się swojej pasji. Nie trzeba, przecież od razu biec maratonu. Warto wyjść na 5 kilometrów czy zwykły spacer. Każdy wie, jak ciężko jest „wyjść’.  Zawsze można biegać z dzieckiem w wózku. Sama taki kupię, jak tylko przyjdzie ten niezwykły czas:) Po przeczytaniu mogę szczerze powiedzieć, że z książki bije entuzjazm i motywacja. Ważne jest bieganie nie dla wyników, podium czy medalu, tylko ogromnej miłości do sportu.  Od razu ma się założyć buty i mknąć przed siebie z uśmiechem na twarzy.

bieganie

Kiedy zobaczyłam w sklepie „I jak tu nie jeść”, czyli drugą książkę Beaty Sadowskiej, od razu wiedziałam, że muszę ją kupić. Osobiście uwielbiam zdrowe jedzenie i na co dzień staram się dbać o to, co jem. Książka jest zbiorem eksperymentów kulinarnych. Nie ma tu dokładnych miarek, które ograniczają wyobraźnie.

Kiedy zaczynałam przygodę z gotowaniem (wciąż ją zaczynam), dostałam książkę Gordona Ramseya. Miała być prosta (wiem złej baletnicy…), ale niestety większość składników była dość wymyślna, a produkty rzadko spotykane w normalnym sklepie. Byłam troszkę smutna, nie jestem super kucharką, a tu jeszcze takie trudne przepisy. Wtedy odkryłam książkę B. Sadowskiej.

Co tu znalazłam? Proste przepisy dla zabieganej kobiety, która dba o zdrowie. Wszystkie produkty możemy łatwo znaleźć w sklepie lub ogródku. Przygotowanie nie zajmuje zbyt dużo czasu, więc spokojnie można większość przepisów zrobić przed wyjściem do pracy, by nie jeść śmieciowego jedzenia. W książce znajdziemy humorystyczny, osobisty komentarz wprowadzający do każdego działu. Zdarzają się też ciekawostki dietetyczne, dotyczące właściwości składników, np. rozgrzewającej mocy imbiru oraz co jeść, by uniknąć skurczy. Wspaniałe! Nie można doczekać się gotowania.

Uważasz, że zdrowe jedzenie jest bezsmakowe? Wielki błąd, tutaj przeczytasz, że zielenizna może być pyszna. Muszę przyznać, że sama często korzystam z tych szybkich rozwiązań z dań do pracy. Mój ulubiony to pesto, które dodaję do makaronu. Sprawdza się w okresie przed biegiem i gdy mam ochotę na coś odświeżającego. „I jak tu nie jeść” to spis dań, które dodają energii, ale w zdrowy sposób. Brakuje ci energii? Po co sięgać po batonik, lepiej sprawdzi się koktajl z awokado:) Naprawdę polecam wszystkim, którzy lubią dobrze oraz zdrowo zjeść.

 

One Response to I jak tu nie kupić książek Beaty Sadowskiej?