13. Bieg Piotrkowską w drużynie Venus.

13. Bieg Piotrkowską w drużynie Venus.

Cóż to był za weekend! Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie firmy Venus, która to wybierała dziewczyny do drużyny na 13. Bieg Ulicą Piotrkowską. Nie myślałam, że zostanę wybrana, a tu proszę pewnego dnia, gdy byłam w pracy zadzwonił telefon z miłą niespodzianką. Nie mogłam w to uwierzyć! 🙂

W czwartek byłam odebrać pakiet. Było bardzo tłoczno i według mnie mało zorganizowanie. Pakiet był bardzo bogaty. Biegacze dostali koszulkę od 4F z wizerunkiem naszej pięknej Piotrkowskiej, żel pod prysznic, batonik, picie,zniżki, ulotki, gazetkę Rossmanna itp. W czasie odbierania pakietu można było wesprzeć Fundację Gajusz, kupując frotkę na rękę. Oczywiście kupiłam dwie;)

bieganie

 

W sobotę, przed południem wraz z 10 wybranymi dziewczynami spotkałam się z ambasadorką firmy Joanną Jabłczyńską. Byłam bardzo zaskoczona, bo Asia okazała się przemiłą i naprawdę pozytywną osobą. Z chęcią dzieliła się z nami swoimi biegowymi i rowerowymi przygodami. Było czego słuchać, bo połówka Iron Mena to już nie wyprawa dla każdego. Trzeba mieć dobrą kondycję. Na spotkaniu poznałam naprawdę inspirujące kobiety, które zmagając się ze swoimi słabościami pokonują górskie biegi, maratony i dzielą się swoją pasją z innymi. Przez to nabrałam ochoty na mój planowany w marcu półmaraton. Podczas spotkania wypiłyśmy kawę lub zieloną herbatę poplotkowałyśmy o biegach i kosmetykach. Mimo, że się wcześniej nie znałyśmy atmosfera była niesamowita. Niektóre z dziewczyn prowadzą blogi, więc miło było zobaczyć autorki i Joasię na żywo.

20150524_135646

 

 

Jako drużyna Venus dostałyśmy piękne, różowe koszulki, które pozwoliły nas się szybko odnaleźć na trasie. Oczywiście autograf z dedykacją musiał być. Było też coś dla urody, czyli upominki od firmy. Bardzo za nie dziękuję, z pewnością się przydadzą. Już mogę powiedzieć ze wspomniany na spotkaniu balsam jest cuuudny i pięknie pachnie! Niestety co dobre, szybko się kończy i czym prędzej musiałyśmy wrócić do domu, by naszykować się na start.

 

Muszę wspomnieć, że to był już mój trzeci Bieg ul. Piotrkowską. Uwielbiam tę imprezę ze względu na niesamowitą atmosferę i dużą ilość kibiców. Trasa wiedzie przez największy deptak, czyli ul. Piotrkowską. Obecnie jest wyremontowana, więc wygląda wspaniale.

Szykując się w domu nie byłam pewna, jak mam się ubrać: zimno, ciepło, pada. Uznałam, że legginsy będą najlepszym wyjściem. Niestety i tak było mi za gorąco, co mogłam oczywiście przewidzieć.

Start był o 18.30. Cała drużyna zebrała się wcześniej, by wspólnie zrobić kilka zdjęć i udać się na krótką rozgrzewkę. W tym roku ożywił się Stary Rynek przy Placu Kościelnym. Zazwyczaj zapomniana część Łodzi dostała swoją prawdziwą szansę. Tam rozgrywało się całe wydarzenie i ulokowana była meta.Natomiast startowaliśmy koło Manufaktury. Około 18.15 każdy stanął w określonej wcześniej stresie czasowej. Tutaj nasza drużyna się rozbiła na sektory. Przy starcie była zmiana, bo ruszaliśmy danymi grupami czasowymi, co 2 minuty, a nie wszyscy na raz. Było to trochę stresujące. O 18.30 nie było odwrotu!

Niestety tego dnia nie czułam się zbyt dobrze, a zjedzenie pizzy (mimo, że z dużą ilością warzyw) nie było dobrym pomysłem. Pierwsze kilometry przebiegłam dość szybko, nawet za szybko, jak na mnie i wiedziałam, że jak nie zwolnię, to będzie ciężko. Poniósł mnie wiwat kibiców i tempo innych biegaczy. Co ciekawe, ul. Kościuszki zawsze wydawała sie płaska, jednak na biegu okazało się, że są na niej jakieś niewytłumaczalne górki:) Podczas biegu panowała pozytywna atmosfera, biliśmy brawo „Panu z dzieckiem w wózku” i motywowaliśmy się wzajemnie. PO minięciu punktu z bieganieskręciliśmy do odnowionego EC1. Tam była też mijanka z szybszymi biegaczami. Szukałam znajomych, ale dostrzegłam tylko Madzię, która biegła w koszulce „Sportowe Głodomory”. Jak miło! Tutaj spotkała nas niespodzianka, czyli bębny. Uwielbiam je, powinny grać przez całą trasę, bo wybijają rytm i nakręcają do biegu.

Wróciliśmy na Piotrkowską. Po drodze spotkałam dziewczyny z drużyny, z którymi przybiłam piątkę i ruszyłyśmy swoim tempem. Całą drogę cieszyłam się, że balonik 60 minut był sporo za mną, że w końcu …. mnie minął. Brak szansy na życiówkę. Trudno, pomyślałam, bo zaraz zauważyłam koleżankę z grupy Kobietki Biegają – Tatianę, która robiła zdjęcia na trasie. Ta pozytywna energia przeniosła mnie na Plac Wolności i 9 km. Byłam w szoku, że tak szybko minęło! Na ostatnim kilometrze (który zdaje się trwać 3km) spotkałam Pana Janka, który powiedział, że przebiegnięcie tego biegu to jego postanowienie noworoczne! Brawo!!! Kiedy już myślałam, że to koniec i skręcamy w Nowomiejską okazało się, że to niemożliwe, bo meta jest za jakieś 500 m. Wtedy na maxa przyśpieszyłam i finiszowałam. Patrzę na zegarek 1:04. Szczerze myślałam, że szybciej biegnę, ale jak już mówiłam: Ja się nie ścigam, tylko biegam, bo lubię!

 

Co mogę dodać? Trasa biegu była trudniejsza niż rok temu. Miała więcej zakrętów i górek, ale i tak nadal to mój ulubiony bieg. Dziękuję wszystkim kibicom, którzy stali na trasie dopingowali, robili fotki lub trzymali kciuki:) Wielkie buziaki dla drużyny Venus, Joanny Jabłczyńskiej oraz organizatorek. Dzięki was poznałam super dziewczyny i przeżyłam super przygodę. Nie podobały mi się tylko bieg kibiców drużyny piłki nożnej, którzy odpalili race na mecie. Nie tylko tamując ruch, ale powodując duchotę od dymu.

2 Responses to 13. Bieg Piotrkowską w drużynie Venus.