5km na 37. Maratonie Warszawskim

28 września 2015
5km na 37. Maratonie Warszawskim

W sobotę po spotkaniu blogerów poszłam na targi, które odbywały się na Stadionie Narodowym, żeby odebrać pakiet startowyna jutrzejszy bieg. W pakiecie na 5 km był worek z napisem Maraton Warszawski, zbożowe ciastka, picie, drobiazgi od sponsorów i motywująca bransoletka, której hasło sami mogliśmy wymyśleć. Moje to „Biegniesz dla pasji, nie zegarka!”.

W niedzielę wstałam o 6.40, żeby mieć na wszystkie przedbiegowe rytuały czas. Na szczęście strój, którego szykowanie zazwyczaj zajmuje mi najwięcej czasu, wybrałam dzień wcześniej. Postanowiłam biec w koszulce Pomoc Mierzona Kilometrami. Całym sercem wspieram te akcje. Stąd taki wybór.

Wraz z Michałem, który miał najważniejszą rolę, czyli trzymał mi torbę i kurtkę, udaliśmy się na Stadion Narodowy. Muszę przyznać, że w metrze były tłumy, jakbyśmy stali już na starcie:) 

20150926_102453

Około 8.30 byliśmy już na starcie. Szybka toaleta i poszłam szukać swojej lini startu na 5 km. Ulokowana była na tuż za maratonem. Z głośników wybrzmiał „Sen o Warszawie”. Wspaniałe uczucie słysząc te piękną melodię i widząc tylu maratończyków. Trzymałam kciuki za każdgo z osobna, by ich postanowienia, życiówki spełniły się. Niech nie doścignie ich ściana czy brak wiary w swoje możliwości. Każdy z nich ma inne powody, by tam stać: chcą się sprawdzić, coś komuś udowodnić, a może walczą ze słabościami. Wszyscy są dla mnie wygranymi!

O 9 wszystko się zaczęło! Ruszyli! Niesamowity widok. Strefy czasowe zdawały się nie mieć końca. Morze ludzi pobiegło walczyć o swoje marzenia. Brawo! Aż łezka kręciła się w oku. Wielu moich znajomych biegło w tym maratonie, więc podwójnie trzymałam kciuki.

maraton warszawskiO 9.30 ruszyliśmy i my. Bieg na tak zwaną „piątkę” jest dla wszystkich. Według mnie jednak nie warto ignorować tego dystansu. Szalona 5 może bardziej sponiewierać, niż dłuższy dystans. Trzeba do niego podejść z głową. Gdy zaczęliśmy bieg miałam przed oczami moje ostatnie nieudane starty na inną 5 i 10 km, które były męczące, długie i równające ambicje z ziemią. Wiem, że w listopadzie czeka mnie 15 km, a potem mój upragniony, wyczekany Półmaraton Warszawski:) Musi się udać! Pierwszego km nawet nie zauważyłam, potem drugi – zaskok. Jak one szybko mijają?! Tempo może nie było super sprinterskie, ale biegło się miło. Słońce coraz mocniej grzało. Mój pomysł z kurtą nie był dobry. Zdecydowałam się ją przewiązać w pasie. Wszystko szło po mojej myśli. Po drodze podziwiałam Stadion Narodowy (trasa prowadziła wokół niego), machałam do kibiców i krzyczałam do … maratończyków;) Oni byli bohaterami tej imprezy. Na ich twarzach widać było trud, zmęczenie i maksymalne skupienie.

Na 4 km czekała nas niespodzianka. Podbieg. Może nie był ostry, ale nogi zaczęły mnie boleć, aż pomyślałam… o marszu. Na szczęście w głowie zapaliła się lampka „Paulina…serio… na 4 km !?”. Ruszyłam do mety. Napis: „jeszcze 400 metrów dajcie ognia!” mnie rozśmieszył. Przyśpieszyłam. Kiedy wbiegaliśmy na Stadion Narodowy czuliśmy się jak Olimpijczycy:)

 

 

Niestety przy mecie ludzie się kotłowali, więc o zabójczym finiszu nie było tu mowy. Czas 31:48. Mogło być lepiej, ale … cóż 🙂

Po biegu oczywiście kilka zdjęć z medalem i szybko pognaliśmy na metę zobaczyć zwycięzców. Czas pierwszego mężczyzny i kobiety na mecie był obłędny (2:09:19 – Omullo Ezekiel oraz Ruth Wanjiru z niezłym wynikiem 2:29:39).

 

Gratulacje!! Kiedy emocje trochę, opadły skorzystałam z aktrakcji przygotowanych przez adidasa i innych wystawców.

 

Kibicowaliśmy maratończykom ile było sił w płucach. Naprawdę podziwiam ich zmagania. Niestety nie zostałam na atferparty po maratonie, bo poniedziałkowe obowiązki wzywały mnie nieubłaganie. Jest mi bardzo smutno i mam nadzieję to jeszcze nadrobić 🙂

Do zobaczenia na starcie!

 

Zdjęcia pożyczone od: polskabiega.pl, ramkowa fotka od biegambotakwyszlo i agnieszkasportygirl.

One Response to 5km na 37. Maratonie Warszawskim