Recenzja „Bez ograniczeń” Chrissie Wellington

13 kwietnia 2016
Recenzja „Bez ograniczeń” Chrissie Wellington

 

Ostatnio zakochałam się w biografiach. Cudownie jest czytać o przeżyciach innych ludzi, który na własnym ciele oraz psychice pokazują, że nie ma rzeczy niemożliwych, a każdy cel można osiągnąć ciężką pracą.

Jakiś czas temu kupiłam „Bez ograniczeń”. Zaciekawił mnie podtytuł, mówiący, że jest to historia najtwardszej kobiety na świecie. Przeczytanie jej zajęło mi sporo czasu, ponieważ z reguły mam czas na lekturę jedynie jadąc autobusem.

bez ograniczeń recenzja

 

Książka  jest biografią Chrissie Wellington, która odmieniła świat triathlonu, stając się czterokrotną mistrzynią w najtrudniejszych zawodach jakie można sobie wyobrazić, czyli IRONMANIE.

Czym jest Ironman?

Jak sama nazwa wskazuje trzeba być prawdziwym człowiekiem z żelaza, aby ukończyć ten wyścig, a co dopiero je wygrać! Co jest wyjątkowego w Ironmanie? Zawody zaliczane są do triathlonu długodystansowego. Są organizowane przez World Triathlon Corporation. Wyścigi organizowane są na dystansach: 3,86 km pływanie, 180,2 km jazda na rowerze i 42,195 km bieg. Mistrzostwa Świata w wyścigach Ironman odbywają się każdego roku w październiku w hawajskim mieście Kona.

Niedościgniony perfekcjonizm

Pierwsza część książki pokazuje dzieciństwo bohaterki, jej rodzinne strony i początki miłości do sportu. Chrissie ciągle powtarza, że jej największym problemem jest bycie „muppetem”, czyli pechową pierdołą. Jak dla mnie kłopot tkwi w jej ciągłej pogoni za perfekcjonizmem. Tutaj jestem podobna do bohaterki. Zawsze jest mi mało i zadręczam się myślami czy mogłam lepiej, bardziej idealniej? W jej przypadku taka obsesja przyczyniła się do pogłębienia bulimii oraz braku akceptacji własnego ciała. Trochę mnie przerażał ten jej perfekcjonizm. Zdecydowanie tzeba z nim walczyć. Na początku Chrissie szuka swojej drogi. Ciągle zmienia pracę, chce pomagać innym i biega. Bez zbędnej technologi, jedynie dla przyjemności.  Następnie postanawia wyruszyć w długą podróż rowerem, by jak się domyślam również odnaleźć siebie. Pewnego dnia … postanawia rzucić wszystko i zostaje profesjonalną triatlonistką.
bez ograniczeń rezencja

 

Startowałaś kiedyś w triatlonie? Nie ! A chcesz spróbować?

Mnie osobiście przeraża start w triatlonie, a co dopiero w Ironmanie. Chociaż myślę o dystansie sprinterskim na Enea Challenge Poznań. Bardzo lubię każdą z rozgrywanych dyscyplin (pisałam już o mojej wycieczce rowerowej Świnoujście – Hel) osobno, ale jedno po drugim, to jakiś szok. Podziwiam każdego, komu udało się pokonać ten morderczy dystans.

Książka jest historią nie amerykańskiego snu, którego spodziewałam się na samym początku. To raczej opowieść od amatora do bohatera, odznaczonego tytułem od samej Królowej. Chrissie jest naprawdę inspirującą kobietą. Swoją karierę zaczęła w wieku 30 lat, co dla sportowca jest dość późno. Dzięki temu udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jest tytanem pracy, upartą i wytrwałą osobą. Mimo, że od samego początku odnosiła niewiarygodne sukcesy, nie osiadała na laurach. Poświęciła całe życie dla sportu, a on odwdzięczył się jej niezapomnianymi przeżyciami.

Nigdy się nie poddawaj!

Książka jest naprawdę ciekawa i szybko się ją czyta. Mottem przedzierającym się przez każdą kartkę jest fakt, że mimo przeciwności losu nie można się poddawać. Cokolwiek się złego wydarzy wypadek, choroba, kontuzja czy nieudany start nie można się załamywać. W życiu Chrissie też nie było łatwo złamany nadgarstek czy choroba praktycznie wykluczyły ją z niektórych startu. Musiała przyjąć ” na klatę” przeciwności losu i trenować dalej.

Bohaterka cały czas szukała nie tylko swojego miejsca w sporcie czy nowej drużynie, ale i życiu. Po pewnym czasie odnalazła miłość i zdobyła najlepszy czas w Ironmenie. Czy Chrissie to kobieta spełniona? Myślę, że nie musi już nic, nikomu udowadniać. Rywalizacja to jej żywioł, więc na pewno jeszcze nas zaskoczy.

Wellington jest moją osobistą bohaterką! Dokonała niesamowitych rzeczy i zasługuje na uznanie. Polecam tę książkę wszystkim, którzy szukają inspiracji. Chcą wejść w umysł sportowca, który potrafi rzucić wszystko i polecieć na drugi koniec świata, by zmierzyć się ze swoimi słabościami.  Sport ma się głównie w umyśle, nie tylko w ciele.

 

 

One Response to Recenzja „Bez ograniczeń” Chrissie Wellington