Scott Jurek „Jedz i biegaj” – recenzja

23 listopada 2016
Scott Jurek „Jedz i biegaj” – recenzja

Chyba nie ma biegacza, który nigdy nie słyszał o dokonaniach Scotta Jurka. To człowiek niezwykły, szaleńczo ambitny i poważnie podchodzący do sportu. W wielu wzbudza szacunek i podziw. „Jedz i Biegaj” to niezwykła podróż do świata ultramaratonów i zdrowego odżywiania widziana oczami mistrza.

Na początku byłam dość sceptycznie nastawiona do tej lektury, ponieważ uznałam, że ja nie planuję biegać ultramaratonów. Startować w górach mi nie wolno, ze względu na dużą zmianę ciśnień. Mimo swoich uprzedzeń i zachęcona nieziemskimi dokonaniami autora, sięgnęłam po „Jedz i Biegaj”. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie pozytywnie. Może to nie jest typowa książka o bieganiu z technicznymi wskazówkami, a bijąca motywacją i ambicją lektura.

scott jurek

Jeśli nadal nie kojarzysz kim jest Scott Jurek to przedstawiam kilka najważniejszych punktów z jego biegowego CV:

  • Hardrock Hundred (2007) -161 km.
  • Badwater Ultramarathon (w latach 2005, 2006) – 168 km.
  • Spartathlon (2006, 2007, 2008) – 246 km.
  • Western States 100 Mile Endurance Run (1999–2005) – 161 km.
  • Wygrał w 24-godzinnym biegu na Mistrzostwach Świata w Brive-la-Gaillarde – 266 km.

„Jedz i …”

Historia mistrza to nie tylko bieganie. Nie osiągnąłby tego bez specjalnej diety, z którą mocno eksperymentował. Im bardziej świadomie jadł i ograniczał produkty zwierzęce, tym lepiej biegał. Przeszedł drogę ze śmieciożercy po wegetarianina, na weganie kończąc. Jak widać po efektach, jego jadłospis daje super rezultaty. Osobiście nie stosuję takiej diety, ale wierzę, że pozytywnie wpływa na organizm, jeśli odpowienio się ją zbilansuje. Jurek nie jest eko – fanatykiem, to świadomy swojego ciała i poważnie podchodzący do odżywiania sportowiec. Jedzenie traktuje jak lekarstwo.  Testuje kombinacje menu na sobie. Wierzy, że dzięki odpowiedniemu odżywianiu jesteśmy w stanie stworzyć z ciała maszynę nie do pokonania. Na koniec każdego rozdziału podaje swój ulubiony przepis na wege smakołyki.
s. jurek jedz i biegaj recenzja

„… Biegaj”

Czytając „Jedz i biegaj” można pomyśleć, że S. Jurek to szaleniec, który biega w warunkach, przypominających piekło na ziemi. Sam autor twierdzi, że jest to sport dla ogarniętych obsesją indywidualistów, którzy muszą przekraczać granice nie tylko jeśli chodzi o coraz to trudniejsze trasy, ale i granice własnego umysłu. W książce szeroko są opisane skutki tak długiego biegania w ponad 40 stopniowym upale – halucynacje, odwodnienie, kontuzje i szaleńcza rywalizacja. Ból to według autora nierozłączna część tego sportu, z którą należy się zaprzyjaźnić.

„Mamy silne nogi, potężne płuca i mięśnie, a jednak nic nie liczy się bardziej niż umysł”

Każdy rozdział ma kompozycję zamkniętą. To osobne opowieści o życiu biegacza … we fragmentach. Zaczyna się motywującym cytatem, który nawiązuje do całości tekstu.  Na końcu poszczególnej części znajdują się wskazówki, dotyczące prawidłowej postawy czy pracy nóg.  Co mnie zaskoczyło? Nie ma tutaj żadnych skomplikowanych planów treningowych, zakulisowych przygotowań, badań i wychwalania super nowoczesnego sprzętu. Chyba tylko raz pojawia się nazwa butów Brooks.

„Przybywając na linię mety, złożyłem hołd bólowi i zwątpieniu, zmęczeniu i beznadziei […]. Dziś rozumiem, że robiąc to, w pewien sposób zrewanżowałem się sportowi, dzięki któremu odnalazłem spokój i cel w życiu.”

Jestem również pod wrażeniem niesamowcie analitycznego podejścia do startów. Spojrzenie na trasę Jurka jest tak inne niż moje. Dokładnie planuje on co zrobi na którym kilometrze, co zje czy ile musi wypić wody, by się nie odwodnić i nie uszkodzić nerek. Dzięki wsparciu swojego zająca przebiega najtrudniejsze biegi na świecie. Mimo takiego matymatycznego spojrzenia na sport, ma on również dziecięcą radość z samej aktywności. Docenia miejsca, krajobrazy oraz innych biegaczy. Podobało mi się jego zachowanie po przekroczeniu mety. Nie napawał się swoim zwycięstwem, tylko stał i kibicował pozostałym, cierpiącym na trasie sportowcom.

Podsumowanie

Bardzo polecam tę książkę wszystkich, którzy szukają swojego autorytetu i biegowego bohatera. Scott Jurek to prawdziwy mistrz ultramaratonów, który przez cały czas szuka odpowiedzi na pytanie „dlaczego?” i próbuje wypełnić wewnętrzną pustkę po rozstaniu z żoną czy śmierci matki. W swojej książce często podkreśla wagę sportu, który potrafi oczyścić ciało, duszę oraz bywa ukojeniem w ciężkich chwilach. Pokazuje, jak determinacja, ambicja i przekraczanie własnych granic może pomóc radzić sobie w codziennym życiu.

„Każdy z nas ma w sobie dość siły, by podjąć próbę zrobienia czegoś, o czym sam nie wie, czy zdoła to osiągnąć. Może to być przebiegnięcie mili, udział w biegu na dziesięć kilometrów […].”

 

foto : 4run.pl

2 Responses to Scott Jurek „Jedz i biegaj” – recenzja