Płynę, Jadę, Biegnę – recenzja

4 października 2018
Płynę, Jadę, Biegnę – recenzja

Alistair i Jonathan Brownlee to zdecydowanie Mistrzowie Triathlonu. Jesteście ciekawi jak trenuję najlepsi z najlepszych w tej, bardzo wymagającej dyscyplinie? Czy braterskie więzi im przeszkadzają czy pomagają w sporcie? I jak to wszystko się zaczęło? Odpowiedzi znajdziecie w książce „Płynę, jadę, biegnę”, którą w krótkiej recenzji postaram się Wam przybliżyć!

Autobiografia braci Brownlee „Biegnę, Jadę, Płynę” wpadła mi w ręce po moim rozczarowującym sezonie biegowym, o którym ostatnio pisałam tutaj. Poczułam, że potrzebuję sportowej odmiany, nowej motywacji, sprawdzenia się w innej dyscyplinie. Wtedy w mojej głowie zaczął rodzić się plan duathlonu i triathlonu…

Jest to opowieść o tym, jak dwóch, chudych, niepozornych chłopakach z Yorkshire, którzy dzięki ciężkiej pracy stali się prawdziwymi ikonami, mistrzami świata i mistrzami olimpijskimi. Podczas wyścigów wyznaczyli nowe standardy dla pływania, jazdy na rowerze i biegania.

Płynę, Jadę, Biegnę - recenzja autobiografii mistrzów triathlonu Brownlee

Triathlonowa opowieść na dwa głosy

Książka pokazuje drogę bohaterów od dzieciństwa, po Olimpiadę w Londynie. Każda strona, od początku do końca odkrywa historię, która zaprowadziła młodych sportowców na sam szczyt. Konstrukcja treści jest równie ciekawa, bo przypomina jakby wywiad rzekę, tylko, że bez pytań. Nikt nikomu nie przerywa. Raz mówi Alistair, a raz Jonathan. Czytając możemy obserwować ten sam trening czy zawody z dwóch perspektyw. Opowieści przesiąknięte są emocjami i dużą dawką humoru. Często możemy czuć, że wstawiamy się za którymś z braci. Z jednej strony Brownlee są podobni, a tak wiele ich różni.

Alistair to prawdziwy wojownik, który całe życie podporządkował triathlonowi, bo nic innego nie kocha tak bardzo. Rzucił nawet studia w Cambridge, bo kolidowały z treningami. Jest zdecydowanie bardziej wyluzowany niż młodszy brat. Mimo kilkukrotnemu złamaniu zmęczeniowemu, nie poddaje się, ma w głowie tylko jeden cel – Olimpiada! Całe jego życie to rywalizacja i zawody. W trakcie książki widzimy jego transformację z młodego chłopaka, który chciał jedynie dostać się do drużyny, reprezentacji itp., po 100 % mistrza, siejącego postrach na każdych zawodach.

Natomiast Jonathan to kompletne przeciwieństwo – perfekcjonista, niesamowicie skupiony, punktualny wręcz pedantycznie przygotowany zawodowiec. Do każdego treningu podchodzi niesamowicie ambitnie. Czytając, czułam w jego wypowiedziach poczucie niesprawiedliwości, zastanawiałam się czy to kwestia odwiecznej rywalizacji z bratem, pokazania wszystkim, że „ja też jestem tak dobry – kiedyś go przegonię” czy sportowa obsesja. Młodszy bohater często powtarza w książce, że był lepszy w grach zespołowych, trenował rugby oraz krykieta, ale trenuje triathlon, bo … nie miał wyjścia, bo chciał być jak brat i spędzać z nim dużo czasu. Tak naprawdę od najmłodszych lat jest do niego „przyklejony”. Mimo to, nie wybrałby sobie innego stylu życia.

W książce widać rozterki, które nimi targają, jako braćmi. Bitwa ambicji przeplata się tutaj z braterską troską i miłością.

Mistrzowski trening braci Brownlee

„Płynę, jadę, biegnę” to książka, z której można dowiedzieć się jak wyglądają treningi Mistrzów Świata. Na koniec większych rozdziałów znajdziecie tu wskazówki techniczne i taktyczne dla triathlonistów. Nie ma tu jednak żadnych super specjalnych treningowych planów. Bohaterowie trenują cały tydzień, prawie cały dzień. Sami nie lubią w 100% trzymania wytycznych – jeśli pada deszcz odrobinę skracają trening, jeśli jest zima, wybierają rower górski. Podkreślają, że sporty wytrzymałościowe wymuszają pewną rutynę, którą należy od czasu do czasu przerywać.

Bardzo ciekawy był dla mnie opis samej olimpiady, mistrzostw, całej otoczki przygotowań, co się dzieje po przekroczeniu mety itp. Czytelnik ma wrażenie, że jest obok, czuje zmęczone oddechy, słyszy wrzask kibiców i trzyma kciuki w napięciu … żeby ich marzenie się spełniło!

Podsumowanie

Książkę o braciach Brownlee polecam wszystkim – nie tylko miłośnikom triathlonu. To opowieść w dużej mierze o pasji, rywalizacji, rodzeństwie i ogromnej miłości do sportu. Czytając ją można przekonać się, że bohaterowie to nie nadludzkie maszyny, którym wszystko przychodzi łatwo, bo mieli to „w genach”, a zwykłe chłopaki z małego miasteczka. Tak jak każdy czasami oglądają mecze, jedzą czipsy i nie zawsze mają chęć iść o 6 czy 7 rano na trening. wyróżnia ich niesamowite konsekwencja i ambicje. Jedynie swoją ciężką pracą, trenowaniu po 8 godzin dziennie, poświęceniu wszystkiego, czym cieszyć się mogą ich rówieśnicy, osiągnęli niewyobrażalny poziom sportowy.

Osoby przymierzające się do swoich pierwszych zawodów oraz zaprawieni w bojach triatloniści znajdą tu porady z pierwszej ręki dotyczące pływania, kolarstwa, biegania czy przygotowania psychicznego. To naprawdę niesamowita, ciekawa i bardzo motywująca historia.